Porażka z rezerwami Arki Gdynia.

W niedzielę w Gdyni na sztucznej murawie Borowiak rozgrywał swój kolejny mecz w ramach rozgrywek IV ligi. Przeciwnikiem podopiecznych trenera Artura Papierowskiego były rezerwy Arki.

Zdolna młodzież Arki była wsparta doświadczonymi piłkarzami pierwszego zespołu. Na boisku od pierwszych minut mogliśmy zobaczyć Harisa Memica, Artura Siemaszko, Pawła Sasina, Damiana Ślesickiego czy Oskara Ryk. Mecz zakończył się zwycięstwem Arki 4:2.

Niestety Borowiak nie wszedł dobrze w mecz, bo już w 8. minucie bramkę dla gospodarzy zdobył Artur Siemaszko. Na kolejnego gola przybyli kibice musieli czekać do 27 minuty spotkania. Na listę strzelców ponownie wpisał się Artur Siemaszko. Tuż przed przerwą piłkarze Borowiaka otrzymali prezent od gospodarzy. W środkowej strefie obrońca Arki próbował wybić piłkę. Futbolówka trafiła w Piotra Dudzika, a do odbitej piłki doskoczył Guladi Kokoladze, który wyszedł sam na sam z bramkarzem. Dzięki trafieniu w 44. minucie Borowiak złapał oddech.

W przerwie trener dokonał jednej zmiany, Arkadiusza Narlocha wymienił doświadczony Jakub Gronowski. Kuba bardzo dobrze wszedł w mecz, już w pierwszej akcji po zmianie stron znalazł się w dogodnej sytuacji do zdobycia gola. Niestety jego uderzenie z narożnika pola karnego trafiło idealnie w ręce bramkarza gospodarzy. W 49. minucie po akcji lewą stroną boiska Patryk Wysiecki dośrodkował piłkę do Jakuba Gronowskiego. Piłka po uderzeniu głową przez naszego napastnika trafiła w poprzeczkę bramki Arki. Była to jedna z najlepszych akcji zespołowych w tym spotkaniu w wykonaniu czerszczan.

Przy stanie 2:1 Arkowcy szanowali wynik oraz starali się kontrolować przebieg spotkania poprzez ataki pozycyjne. W bramce Borowiaka bardzo dobrze spisywał się Miłosz Mokwa, który musiał zastąpić kontuzjowanego Patryka Kotłowskiego. Z każdą mijającą minutą Borowiak zwiększał częstotliwość ataków na bramkę gospodarzy. W 84. minucie Arka zdobyła trzecią bramkę. Była ona konsekwencją serii błędów i dobrze przepracowanego kontrataku. W 89. minucie Guladi Kokoladze zdobył kontaktowego gola ładnym uderzeniem zza pola karnego. Sędzia prowadzący spotkanie doliczył aż 5. minut. Borowiak rzucił się do ataku, a mądrze broniący Arkowcy przerywali akcje gości kosztem faulów. Niestety żadne z dośrodkowań nie zagroziło bramce gospodarzy. W 93. po jednym z dośrodkowań, Dariusz Nowaczyk ujrzał czerwoną kartkę. Nasz środkowy obrońca podczas wrzutki z rzutu wolnego nie zauważył bramkarza, który łapał piłkę. Rosły zawodnik wpadł w młodego goalkeepera, który niefortunnie uderzył w słupek bramki. Sędzia bez wahania pokazał bezpośrednią czerwoną kartkę. W 95. minucie Borowiak wykonywał kolejne dośrodkowanie z rzutu wolnego. Niestety gospodarze wyprowadzili kontrę, która zakończyła się zdobyciem czwartej bramki. Sędzia prowadzący od razu po zdobyciu gola zakończył spotkanie.

W niedzielnym meczu było widać różnicę w jakości. Młodzi Arkowcy wsparci doświadczonymi zawodnikami z pierwszego zespołu przewyższali zawodników Borowiaka wyszkoleniem technicznym oraz intensywnością gry. Niestety czerszczanie borykają się ze swoimi problemami. W spotkaniu nie zagrało kilku podstawowych zawodników, którzy leczą kontuzje. Szansę otrzymało kilku młodzieżowców, którzy wcześniej wchodzili z ławki rezerwowych. Mimo niekorzystnego wyniku czerszczanie pokazali charakter i determinację. W szczególności było to widać w drugiej części spotkania. Gospodarze wygrali 4:2 i tym samym nie przerwali serii spotkań Borowiaka bez zwycięstwa na wyjeździe. Kolejną okazję do zdobycia punktów czerszczanie będą mieli już w niedzielę. Przed własną publicznością o godzinie 14.00 zmierzy się z Wierzycą Pelplin. Już teraz serdecznie zapraszamy wszystkich sympatyków Borowiaka na ten mecz. Wasze wsparcie jest nam szczególnie potrzebne w tych trudnych chwilach. Walczymy dalej!

– Nie załamujemy się tą porażką, bo takie mecze się zdarzają. Wiedzieliśmy, że gospodarze będą wspierani przez zawodników z pierwszego zespołu. Pomimo tego, że musieliśmy sobie radzić bez kilku podstawowych graczy, nasza gra nie wyglądała źle. Stworzyliśmy sobie kilka dogodnych sytuacji i mogliśmy strzelić więcej bramek, a przede wszystkim lepiej zachować się w obronie. – przyznał trener Artur Papierowski

Dodaj komentarz