Borowiak Czersk przegrał z Beniaminkiem 03 Starogard Gdański – walka do ostatnich sekund.

Drugiej porażki w sezonie a pierwszej w grupie mistrzowskiej doznali piłkarze Borowiaka Czersk. W starciu z Beniaminkiem 03 Starogard Gdański wygrywali 1:0, potem przegrywali 2:4, ale doprowadzili do emocjonującej końcówki i ulegli 3:4 w III kolejce grupy mistrzowskiej.

Drużyna trenera Artura Papierowskiego musiała przeciwstawić się lokalnemu rywalowi bez kontuzjowanego Dariusza Nowaczyka, który w ostatnich tygodniach świetnie spisywał się na środku pomocy.

Strzelanie goli zaczęło się szybko, bo już w 3. minucie – Patryk Duda wręcz idealnie zagrał piłkę do wybiegającego sam na sam z bramkarzem Filipa Szwocha, który zdobył prowadzenie uderzeniem przy słupku. Goście źle zaczęli mecz i jeszcze przez kilkanaście minut nie potrafili wybić Borowiaka z rytmu. W 9. minucie czerszczanie powinni prowadzić 2:0 niestety tym razem uderzenie bocznego pomocnika zostało zablokowane. Dopiero po około 12 minutach Beniaminek zaczął dochodzić do głosu. Do remisu doprowadzili w 16. minucie po tym, jak Diego Bouzada Carneiro wpakował piłkę do siatki po uderzeniu z narożnika pola karnego. Goście poszli za ciosem i od razu w kolejnej dogodnej sytuacji wyszli na prowadzenie. W 18. minucie Alejandro Barreiro Sanchez wykorzystał wrzutkę z bocznego sektora umieszczając piłkę głową w bramce Michała Kartuszyńskiego. Zespół gospodarzy pokazał, że nie bez powodu jest jedną z rewelacji tego roku w lidze okręgowej. Jeszcze przed przerwą powinien doprowadzić do stanu 2:2, ale Patryk Duda po uderzeniu z rzutu wolnego trafił w słupek.

Początek drugiej części należał do czerszczan, którzy od początku przejęli inicjatywę i długo utrzymywali się przy piłce. Patryk Duda otrzymał futbolówkę w bocznym sektorze, wbiegł w pole karne i podał do niepilnowanego Jakuba Gronowskiego. Snajper Borowiaka znów zachował zimną krew – wyczekał na dobry moment do oddania strzału i zaskoczył bramkarza Beniaminka uderzeniem w tzw. dalszy róg. Było 2:2.

Niestety gospodarze nie nacieszyli się zbyt długo z korzystnego wyniku. Tuż po wyrównaniu i rozpoczęciu gry od środka goście otrzymali rzut karny. Piotr Marach wykonując wślizg został trafiony w dłoń, która była ułożona wzdłuż tułowia i nie zwiększała powierzchni jego ciała. Rzut karny w 52. minucie pewnie wykorzystał Karol Zieliński. Od około 65. minuty spotkania Borowiak coraz bardziej przejmował inicjatywę nad spotkaniem. Zespół gości przeszedł do głębokiej defensywy, licząc na kontrataki. Niestety w 84. minucie po jednej z wzorowo przeprowadzonych kontr goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie po uderzeniu Krzysztofa Rzepy.

Nawet dwubramkowa strata nie załamała ducha Borowiaka Czersk. Do końca zostało zaledwie 6 minut gry i do ostatnich sekund czerszczanie bili się choćby o punkt. Walczący dotąd na środku obrony Artur Chrzonowski przeszedł do przodu, by tworzyć parę napastników z Jakubem Gronowskim. Ten manewr był dowodem na to, że gospodarze będą walczyli o korzystny wynik, nawet ryzykując tym, że Beniaminek może mieć kolejne sytuacje bramkowe. Odważna gra sprawiła, że defensorzy ze Starogardu mieli co robić. W 92. minucie podczas wrzutki sędzia podyktował rzut karny, bo gracz Beniaminka w nieprzepisowy sposób przeszkodził Arturowi Chrzonowskiemu. Do „jedenastki” podszedł Patryk Duda i zdobył kontaktową bramkę!

Przy stanie 3:4 dla gości Borowiak postawił wszystko na jedną kartę. Rozpoczęła się wymiana ciosów, ale kolejne bramki nie padły. Już po upływie doliczonego czasu gry gospodarze po rzucie rożnym mogli doprowadzić do wyrównania. Jednak tym razem zabrakło szczęścia, po uderzeniu głową piłka trafiła w stopę bramkarza, który nie wykonał żadnego ruchu.

Podsumowując w sobotnim meczu przy sporej frekwencji na trybunach Stadionu Miejskiego w Czersku Borowiak rozegrał dobre spotkanie, ale nie na tyle dobre, aby zdobyć chociażby punkt. Wygrała drużyna, która przez pełen wymiar czasu była solidniejsza, skuteczniejsza i bardziej wyrafinowana. Borowiak po 16. spotkaniach u siebie bez porażki musiał uznać wyższość rywala, nie załamujemy się i walczymy dalej.

Jesteśmy dzisiaj smutni i źli na wynik, że straciliśmy cztery bramki, a zdołaliśmy odpowiedzieć tylko trzema trafieniami. Zbyt prosto i łatwo się to stało, a rywal nie wybacza takich błędów. Po wyrównaniu szybko straciliśmy trzecią bramkę, natomiast w dalszej części meczu chcieliśmy zrobić wszystko, aby odwrócić wynik, ale dostaliśmy czwartą bramkę. Troszeczkę zabrakło, a byliśmy blisko, żeby zdobyć przynajmniej punkt z przeciwnikiem, który był bardzo wymagający i zdeterminowany. Pokazaliśmy, że nigdy nie będziemy się poddawać, niezależnie od tego, z kim gramy. Ta złość pomeczowa minie, bo znam zespół i wiem jak reaguje na takie rzeczy. Przełoży się to w meczu z Żuławami, gdzie chcemy zdobyć komplet punktów. Jestem dumny z zawodników za to jak zareagowali i próbowali do samego końca odmienić losy spotkania. Dziękuję Wam, Panowie. – po meczu powiedział szkoleniowiec

Dodaj komentarz