Derby dla Sokoła.

W sobotnie popołudnie drużynie Borowiaka Czersk przyszło się zmierzyć z Sokołem Zblewo. Przed meczem faworyt był tylko jeden, a mianowicie Sokół Zblewo, który przed sezonem zapowiadał walkę o IV ligę.

Obecnie drużyna ze Zblewa traci 13 punktów do lidera i aby zachować cień szansy na awans, nie mogli sobie pozwolić na stratę punktów w pojedynku z Borowiakiem. Ponadto zespół trenera Artura Papierowskiego pojechał do Zblewa bez dwóch podstawowych zawodników: Łukasza Glinieckiego oraz Patryka Dudy. Biorąc pod uwagę, także ostatnie występy czerszczan, można się było spodziewać, że Sokół nie będzie miał większych problemów z pokonaniem rywali. Stało się jednak inaczej. Borowiak przez całą pierwszą połowę był równorzędnym rywalem dla gospodarzy. MLKS grał uważnie w obronie i tylko od czasu do czasu zapędzał się pod pole karne Sokoła. Gospodarze mieli spore problemy z konstruowaniem akcji, które były rozbijane w środkowej części boiska. Wyrównana walka trwała do 54 minuty, kiedy to po błędzie obrońcy oraz sędziego, Sokół zdobył prowadzenie. Przy zdobytej bramce sędzia nie dopatrzył się powrotnego spalonego. Sytuację zdobytego gola warto opisać, gdy po długim podaniu do napastnika znajdującego się na pozycji spalonej, który podczas lotu piłki zdążył cofnąć się na linię obrony i przeszkodzić w poprawnym wybiciu futbolówki przez naszego obrońcę. Piłka trafiła do zawodnika gospodarzy, a ten przegrał ją do niepilnowanego prawego pomocnika, który w sytuacji sam na sam zdobył gola.

Po stracie bramki Borowiak musiał zaatakować. Tak też się stało! MLKS miał jednak problem z przetarciem przez szyki obronne Sokoła, ale nie ustawał w swoich próbach. Po godzinie gry szansę na doprowadzenie do wyrównania miał Jeremiasz Grela, po minięciu dwóch zawodników uderzał z narożnika pola karnego lewą nogą, górą z tego starcia wyszedł bramkarz Sokoła.

Nie był to dobry dzień sędziego, którego w niektórych momentach przerosły obowiązki. Często się mylił. W kwestiach spornych zawsze wybierał gospodarzy. Nie karał rywali kartkami za taktyczne faule czy brutalne wejścia w nogi naszych zawodników. Niezrozumiała była zwłaszcza jego decyzja, kiedy Mikihito Kato wykorzystał błąd obrony i przechwycił źle przyjętą piłkę przez kapitana Sokoła. Wychodzący sam na sam z bramkarzem Kato został wycięty równo z trawą przez kapitana Zblewa na szesnastym metrze boiska. Za ten faul należał się rzut karny i przynajmniej żółta kartka bądź rzut wolny z szesnastego metra i czerwona kartka dla stopera Sokoła. Sędzia nie wskazał jednak na wapno. Co gorsze dopatrzył się przewinienia naszego zawodnika i podyktował rzut wolny w drugą stronę?! Zawód sędziego to dość niewdzięczna robota. Presja związana z każdym spotkaniem jest ogromna choć zdarza się, że większość meczu nie można Ci nic zarzucić, wystarczy chwilowe rozkojarzenie, by podjąć złą decyzję, z którą już zawsze będzie kojarzony. Błędy sędziów – czy chcemy czy nie – to nieodłączny element historii piłki nożnej, ale ten dzisiejszy miał tak kolosalny wpływ na dalszy bieg wydarzeń, że nie da się go łatwo wymazać z pamięci!

W 82. minucie doskonale wykonany rzut wolny przez zawodników Sokoła ustalił wynik spotkania na 2:0. Mimo ambitnej postawy i bardzo dobrej grze przede wszystkim w drugiej połowie spotkania, nasi piłkarze musieli uznać wyższość drużyny gospodarzy. Dziękujemy za walkę i powodzenia w kolejnym meczu. Okazję na rehabilitację Borowiak będzie miał już za tydzień, gdy do Czerska przyjedzie Wisła Tczew. Mecz został zaplanowany na sobotę 13 kwietnia o godzinie 17.00. Już teraz serdecznie zapraszamy kibiców na to spotkanie.

Sokół Zblewo – MLKS Borowiak Czersk 2:0 (0:0)

Borowiak – Paweł Skiba – Marek Pliszka (72’ Damian Szumacher ), Paweł Kołatka (80’ Kevin Wojciechowski), Piotr Marach, Przemysław Podemski, Cezary Brzeziński (90’ Kamil Słomiński), Marek Kaszubowski, Karol Kortas (65’ Piotr Tuszkowski), Jeremiasz Grela, Rafał Komorowski, Mikihito Kato

Dodaj komentarz