Zwycięstwo – mimo słabej gry. W przedostatnim meczu kontrolnym Borowiak Czersk pokonał TKF Jantar Pawłowo 2:1 po bramkach Mikihito Kato i Marka Kaszubowskiego. Czerszczanie ze swojej gry nie mogą być jednak zadowoleni.

Mecz w Chojnicach przy sztucznym oświetleniu lepiej rozpoczęli goście, którzy już w 3 minucie spotkania wyszli na prowadzenie. Doskonałym uderzeniem popisał się nasz nowy nabytek Mikihito Kato, który technicznym uderzeniem posłał futbolówkę w boczną siatkę bramki. W kolejnych minutach zawodnicy Borowiaka wciąż sunęli na bramkę Jantara, natomiast po upływie 20 minut gry Borowiak – jakby nieco osłabł – skupiał się już tylko i wyłącznie na defensywie. Napór przeciwników udawało się przetrwać mniej więcej do 30 minuty, gdzie po ładnej wrzutce sprzed pola karnego, napastnik Jantara uderzeniem głową wyrównał wynik spotkania. Po bramce do końca pierwszej połowy oglądaliśmy na boisku już nie jedną słabą drużynę, a dwie.

Po zmianie stron gra nie uległa poprawie. Wydarzenia na Modraku bardziej przypominały piknik połączony z zawodami MMA, niż piłkarski mecz. Jakości na murawie było niewiele, a nawet wcale, przez co zawodnicy zaczęli zajmować się dyskusją, kłótnią i niepotrzebnymi faulami.

W 73 minucie doszło do kluczowej akcji spotkania. Świetnym odczytaniem intencji bramkarza popisał się Mikołaj Podlewski – zmusił bramkarza przeciwników do popełnienia błędu i podania piłki wprost pod nogi Marka Kaszubowskiego, który pewnym uderzeniem pokonał golkipera gości i ustalił wynik spotkania. Jantar po otrzymanym ciosie nie potrafił się już pozbierać. Za to szansę na podwyższenie rezultatu miał Kato, który w 87 minucie otrzymał podanie od Marka Kaszubowskiego, niestety sędzia nie uznał zdobytej bramki, bowiem dopatrzył się pozycji spalonej naszego zawodnika. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie, dzięki czemu Borowiak – mimo kiepskiej postawy – kontynuuje dobrą passę w meczach kontrolnych.

Podczas potyczki z Jantarem trener Papierowski musiał dokonać kilku roszad w składzie, gdyż większość z naszych piłkarzy była bardzo zmęczona po meczach grupowych w VIII Memoriale im. Karola Ćwiklińskiego. Trenerowi zależało, aby zmęczeni zawodnicy mogli się zregenerować przed kolejnym, finałowym dniem rozgrywek w Memoriale.

Ciężko to nazwać meczem piłki nożnej, było dużo męskiej walki, a mało składnych akcji, przeciwnik grał ostro i nie odkładał nogi. Myślę, że nie ma co komentować spotkania. Pomimo słabej gry, pracę drużyny na boisku trzeba docenić, walczyliśmy do ostatniego gwizdka. Udało się wygrać, ale musimy uderzyć się w pierś i zmienić naszą grę. A ta na pewno się poprawi, bo ciężko na to pracujemy, na treningach nie gramy tylko w „dziadka” – powiedział kapitan drużyny – Marek Kaszubowski.

Dodaj komentarz